Kategorie

Tagi

Najnowsze wpisy

Dzień 11: Mikulov – Znojmo

·

Ślad GPX:

Rzut oka na mój ostatni nocleg – camping w Mikulovie. I tu małe słowo wyjaśnienia. 10 dnia wyjazdu miałem udać się do Znojma, ale załamała się pogoda. Do końca dnia padało i co gorsza, z prognoz wynikało, że tak będzie też kolejnego dnia, a może i następnego. Ponieważ byłem już mocno zmęczony upałami i miałem w sobie dość mało ochoty, by jechać dalej, zdecydowałem, że tu kończę moją przygodę z Czechami i wracam do Polski. Wsiadłem w pociąg do Ołomuńca. W Ołomuńcu nie zdążyłem już tego dnia na żaden vlak w stronę Polski i musiałem zatrzymać się tam na noc. W nocy długo rozmyślałem, co zrobić po przyjeździe do Krakowa. Jak inaczej spędzić resztę urlopu. Co jakiś czas zerkałem na zmieniające sie raz w tę, raz wewtę prognozy. Po długiej wojnie (bo to było w sumie kilka bitew) z myślami i wobec braku racjonalnych pomysłów (powrót, reorganizacja planów i relokacja w inne miejsce pochłonęły by dużo czasu z mojego urlopu) zdecydowałem, że wracam do Mikulowa i po prostu to zostaję. Albo pogoda będzie łaskawa i pozwoli mi jechać dalej, albo po prostu tu zostanę i spędzę miło czas. I tak oto 11 dnia wyprawy, po godzinie 15:00 wylądowałem… ponownie w Mikulovie 😅 z zamiarem dojechania tego dnia do Znojma. Temperatura wreszcie spadła do ok. 20 stopni, a jazda sama w sobie po raz pierwszy od tygodnia stała się przyjemna 🙂

Na wyjeździe z Mikulova. Jak na dłoni widać wszystkie pagóry Palavy, które towarzyszyły mi przez ostatnie dni.

Droga była dokładnie taka: pola z lewej, krzaki z prawej. Potem na odwrót. Jedynie wąski asfalt niewzruszony, nie ulegał zmianom.

20 km za Mikulovem. Cały czas widać pagóry!!

Drogowskaz…

Tu się uśmiałem. Nie wiem dlaczego, takie obrazki kojarzą mi się wyłącznie z krajobrazem Polski. A tu proszę…

W którymś momencie miałem możliwość podjechania niespełna 3 km w bok od mojej drogi do niedużego miasteczka w Austrii. Choć miało się już powoli ku wieczorowi, pomyślałem że szkoda byłoby tam nie zajrzeć i tak trafiłem na parę chwil do małego, austriackiego miasteczka nazywającego się Laa 🙂 Naprawdę tak się nazywa! W Laa był taki pomalowany dom.

Był stary budynek z muzeum w Laa.

Obrazek pokazujący na jakim poziomie był grunt, gdy stawiano ów budynek, a na jakim jest teraz.

Był też Laa ratusz…

…oraz Laa zamek…

Później było pospieszne pożegnanie z Laa.

I dalej już tylko Laa Strada, bo zrobiło się naprawdę późno.

W międzyczasie rozpadał się deszcz, który towarzyszył mi przez ostatnie 20 km. Do znojma dojechałem po 21:00.

Tagi:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *