Nie będę nawet wrzucał śladu, bo Mikulov leży zaledwie 15 km na południe dalej od Pasohlávek. Generalnie to mało mi się już chce. Słońce wyciągnęło ze mnie resztki sił. Postanowiłem więc zwolnić, pokręcić się po winiarskim rejonie Pálava i zwiedzić co się da. Zaczepiłem się na zupełnie fajnym, niedużym campingu w Mikulovie i poszedłem w miasto.
Pálava to nieduży obszarowo fragment południowych Moraw obejmujący malownicze, wapienne wzgórza (najdalej wysunięty na południe fragment tzw. Karpat Morawskich) z uprawami winorośli, z kilkoma małymi miasteczkami dookoła oraz kilkoma jeziorami i ogromnym Zalewem Nowomłyńskim, nad którym spałem w ostatnią noc. Większość tego terenu jest objęta ochroną (CHKO – Chráněná krajinná oblast Pálava). Najwyższym wzniesieniem Pálavy jest Devin, który ma 549m n.p.m. Sam wierzchołek jest niedostępny, bo zajmuje go wieża radiowo-telewizyjna. Na jednym z mniejszych wierzchołków znajdują się pozostałości średniowiecznego zamku Dívčí Hrad. I zamek i same wapienne wzniesienia widać na zdjęciach z poprzedniego dnia. Na południowych stokach masywu znajduje się też ciekawa jaskinia, którą mam zamiar obejrzeć.

Pálava, to także nazwa odmiany białej winorośli, która została tu opracowana w latach ’50 przez Josefa Vaverkę.
Mikulov, to jedno ze wspomnianych miasteczek na obszarze Pálavy. Poniżej kilka wieczornych zdjęć z miejsca, w którym się zatrzymałem. A zacznę nietypowo – wiedzieliście, że w Czechach segregacja śmieci jest tak daleko posunięta, że mają nawet specjalny pojemnik na śmieszne odpadki? 🙂

Po drodze, idąc na skróty przez cmentarz (te GoogleMapsy…), kawałek za nim mijam ruinę wieży Kozí hrádek z XV w. Jest tu też stara bożnica i kirkut, świadczące o obecności społeczności żydowskiej. Ponoć najstarsze o niej wzmianki z Mikulova pochodzą jeszcze z XIV w.

Kilka kamienic i Svatý kopeček w tle.

Malownicza winiarnia.

I kolejna. Oczywiście największa ich kumulacja jest w rynku i okolicach.

Na wzgórze Svatý kopeček wchodzi się czymś w rodzaju chyba drogi krzyżowej. Trochę schodami wykutymi w wapiennym podłożu, a trochę wijącą się ścieżką.

Zupełnie nie spodziewałem się, że o tak później porze będzie tam naprawdę sporo ludzi. Weszli z butelkami wina, rozłożyli koce. Z kilku miejsc słyszałem śpiewy 🙂 Rozmowy, śmiechy, a w dole oświetlony już latarniami Mikulov z zamkiem. Na górze całkiem solidnie wiało. Ciepławym, ale bardzo przyjemnym wiatrem.

Kaplica z dzwonnicą na gołym, kamiennym szczycie rysuje trochę marsjański klimat.


Tak, to można żyć 😉

Rynek tętniący życiem, choć jest już prawie 23:00.

Zamek z bliska. Istnieje tu od wczesnego średniowiecza, strzegąc pogranicza Moraw i Austrii.

Naturalnie, nie mogłem sobie odmówić pysznego, dobrze schłodzonego białego wina z miejscowych piwnic.

Wracając powoli mijam jeszcze ratusz. Towarzyszą mi turysci z Cieszyna i Ustronia, którzy zatrzymali się na tym samym campingu. Są tu stałymi bywalcami. Polecają przyjechać na święto wina na przełomie września i października. Podobno z Cieszyna są tu organizowane specjalne pociągi, w których gra kapela, a wino leje się strumieniami 😉

I moja siedziba nocą.

Dodaj komentarz