Ślad GPX:
W Breclaviu pierwszą ciekawą rzeczą, na którą się natknąłem, był pomnik Krzyczącej Głowy z 1992 r., a vis a vis Poezjomat – gada wiersze, gdy kręci się korbką.

W ustach Krzyczącej Głowy znalazłem kamyk z obrazkiem, będący elementem współczesnej zabawy polegającej na zabraniu ze sobą znalezionego kamyka, pozostawieniu go w zupełnie innym miejscu i zgłoszeniu tego faktu na odpowiedniej stronie FB. W tym wypadku: https://m.facebook.com/groups/kaminky

W kawiarni na zdjęciu poniżej spędziłem dziś prawie trzy godziny zastanawiając się nad dalszą drogą, a może nawet bardziej nad sensem dalszej drogi. Jestem w Czechach już od tygodnia i od tygodnia żar leje się z nieba. Mój telefon, który mam na kierownicy, codziennie krzyczy, że jest przegrzany i coraz częściej się wiesza lub znienacka wyłącza, czego nie lubi Komoot – moja nawigacja i rejestrator śladu GPX w jednym. Ja też się przegrzewam. Pomimo codziennego nakładania grubej warstwy kremu UV50 jestem cały spalony (tzn. nie cały, tylko w paski, jak to rowerzysta). Miało się trochę schłodzić od wtorku i faktycznie, zamiast 30 stopni jest może z 28, ale codziennie od rana do wieczora jest tu kompletnie bezchmurne niebo i pełna żarówka. Z poprawką na Hanušovice, gdzie zachmurzyło się przez krótką chwilę i spadł deszcz. Przez ostatnie dni poruszałem się w płaskim terenie, a teraz przede mną kilka dni solidnych pagórów i podjazdów. Zastanawiałem się nad różnymi możliwościami. Również taką, żeby przenieść się z rowerem w jakieś zupełnie inne miejsce i wykorzystać resztęurlopu na objechanie innego, ciekawego szlaku. Mam w głowie trochę pomysłów. Na razie postanowiłem, że rezygnuję z dalszej podróży w kierunku Českého Krumlova i przez chwilę zostaję tu, w południowych Morawach 🙂

Breclav – jak widać, nie tylko mnie upał daje się we znaki. Przydrożna cysterna z wodą dla przechodniów.

Zamek Lichtensteinów w Breclaviu. Gotycki, przebudowany na renesansowy. W ruinie. Od 2020 r. trwają próby restauracji.

Zabudowania browarne.

Późne śniadanie w wiacie, już w trasie.

Są tam ciekawe tablice informacyjne. Okazało się, że znajduje się tu duży, XIX w. pałac Lichtensteinów z 200 Ha parkiem, który wraz leżącą opodal wsią Valtice został w 1996 r. wpisany na listę UNESCO. W ten sposób szybki przejazd zamienił się w godzinne zwiedzanie. W parku spotkałem rowerzystę z Oświęcimia 🙂 Objechaliśmy razem całość gadając.



W ogrodach prócz m.in. romantycznych ruin znalazł się nawet minaret, który został tu postawiony wyłącznie dla ozdoby.



Oto i sam pałac.

Tego właśnie widoku mi tu brakowało, a dziś mijałem ich bardzo wiele: piwnice winne. Południowe Morawy są regionem winiarskim. Zbocza okolicznych pagórów są dosłownie upstrzone winoroślami, a gotowych produktów można spróbować w winotekach, których po kilka w każdej miejscowości lub mozna się w nie zaopatrzyć bezpośrednio w jednej z piwniczek – na niektórych widziałem podany nr telefonu właściciela. W lednicach zagadałem się chwilę przy piwie NEALKO 😉 ze starszym panem, który się obruszył, gdy powiedziałem, że zwiedzam Czechy. Powiedział: „ne Czechy. Morava!”. Pokręcił głową z politowaniem na informację, że przyjechałem rowerem z Polski. Powiedział też, że straszna susza, a bez wody winogrona nie będą wystarczająco słodkie. Drugi znajomy, który dosiadł się do nas przez ciekawość, widząc obcokrajowca, pomagał mi ze znalezieniem pola namiotowego. Był też chłopak ze Znojmo z Czeszką, której ojciec jest Polakiem i pochodzi gdzieś z Sudetów.

A tu już po prostu kwintesencja południowych Moraw na jednym zdjęciu: wino i stare zamki

Vinny Sklipek.

Obszar chronionego krajobrazu Pálava z super wzgórzami.

Dziś spanie pod namiotem we wsi Pasohlávky. Trafiłem niestety na jakiś camping-imprezownię… Połączenie aquaparku z wesołym miasteczkiem i campingiem… z głośną muzyką 🫤 Byle do rana…

Dodaj komentarz