Ślad GPX:
Z rana, przy śniadaniu, musiałem zatroszczyć się o dwie rzeczy: o nocleg, ponieważ jeśli chciałem wieczorem przejść się po Krumlovie (a bardzo chciałem!), musiałem znaleźć sobie jakiś pokój w mieście, oraz o powrót do Krakowa. Tak. Ponieważ i tak lada dzień kończy mi się urlop, postanowiłem że swój wyjazd zakończę w Krumlovie. Wszak to bardzo zacne miejsce na koniec wyprawy. Pierwsza rzecz poszła mi nad wyraz szybko i nad wyraz nie po mojej myśli. Najtańszy i ostatni pokój, jaki znalazłem, kosztował prawie 600 zł za jedną noc 😳 Inne były już znacznie droższe. Ponieważ byłem zdeterminowany, żeby przejść się wieczorem po starym mieście, wziąłem pokój nie czekając, aż ktoś mnie ubiegnie. Był początek weekendu. Sporo większym wyzwaniem okazało się zorganizowanie powrotu, dlatego że (to mnie już zupełnie nie dziwi) w żadnym z dalekobieżnych pociągów nie udało mi się początkowo znaleźć wolnego miejsca dla roweru. Zacząłem więc kombinować na różne sposoby z pociągami lokalnymi… Poniżej, na kartce, jedna z wielu opcji.

Finalnie, znalazłem miejsce w pociągu EC z Pragi do Wrocławia, dzięki czemu liczba przesiadek skurczyła mi się do trzech (Krumlov – Praha – Wrocław – Kraków), a ja zyskałem trochę więcej czasu z rana (w sensie, mogłem wyjechać trochę później). Tego dnia bardzo już wyraźnie straciłem parę i ochotę do jazdy, co przełożyło się na to, że nie robiłem już po drodze prawie żadnych zdjęć. Poniżej, w oddali widać Borovany z dość przyjemnym zamkiem. Zatrzymałem się tam tylko, żeby uzupełnić płyny, bo w międzyczasie skończyło mi się wszystko, co miałem do picia.

Tu jakieś pagóry w oddali, ale nie miałem siły sprawdzić, jakie.

Na około 5 km przed Krumlovem rozszalała się ogromna ulewa. Doświadczyłem m.in. ciekawego zjawiska – woda, która wlewała mi się od góry do kasku, wylewała się spod niego potokiem po czole i oczach dzięki czemu prawie nic nie widziałem. Później przez pół godziny, w deszczu, krążylem w kółko i szukałem pensjonatu. Stary Krumlov, to sieć ciasnych uliczek zabudowanych z obu stron wąskimi, wysokimi kamienicami. Na parterach są restauracje, kawiarnie i sklepiki, a na piętrach pensjonaty. Ogrom pensjonatów. Czasem trzeba przejść przez jakieś podwórko, skręcić w wąski chodnik za rogiem restauracji, którego w strugach deszczu i odbijającym wszystkie światła bruku, w ogóle z ulicy nie widać. Ciasne ulice i wysokie kamienice bardzo mocno ograniczają dokładność sygnału GPS, a kropa na mapie zaczyna pokazywać losowe miejsca w promieniu 50m od rzeczywistej lokalizacji. Wreszcie udaje mi się trafić pod właściwy adres. Jest ok. godziny 20:30. Ochotę mam już tylko na ciepły prysznic i suche ubrania. Na bardzo krótki spacer decyduję się dopiero po 22:00, gdy przestaje padać, a ja jestem suchy. Ponieważ ugrałem trochę czasu z rana, postaram się wykorzystać go na jakiś większy spacer. Wrzucam więc parę zdjęć z tej krótkiej, nocnej przechadzki.




Z Krumlova pochodzi Zdeněk Miler, twórca Krtka. Krecika można więc spotkać tu na każdym rogu i w różnych odsłonach.

A taki widok mam z okna. Tuż pod nim głośno szumi Wełtawa, a na drugim brzegu zamek.

Dodaj komentarz