Kategorie

Tagi

Najnowsze wpisy

Dzień 1: Nysa – Jeseník

·

Ślad GPX:

Nysa. Tu dojechałem z Krakowa pociągiem i stąd rozpoczynam jazdę ku Czechom. Ponieważ pociąg był na miejscu przed 11:00, a więc późno, tym razem objechałem Nysę bardzo szybko. Bez ceregieli i zwiedzania. Odnotowałem tylko, że zakończył się już remont rynku, który tu zastałem 4 lata temu, gdy jechałem, też rowerem, do Świnoujścia. Na zdjęciu jeden z najstarszych zabytków Nysy – Fontanna Trytona z 1701 r., wzorowana na rzymskiej fontannie Berniniego. Ciekawa adaptacja na nyski grunt; na fontannie widnieją litery S.P.Q.N. od Senatus Populusque Nissiensis. Niegdyś Rzymianie na swoich fontannach pisali S.P.Q.R. od Senatus Populusque Romanus”, a więc”senat i lud rzymski”.

Po drodze szybki przejazd przez Głuchołazy – nieduże senne miasteczko, które wydawało mi się być tętniącym turystami miejscem. I się zdziwiłem.

Część Głuchołaz, która dwa lata temu ucierpiała w powodzi, do dziś jest terenem budowy. W dalszym ciągu można spotkać mobilne mosty rozłożone przez wojsko w ramach doraźnej pomocy. Niestety, tak na tym świecie bywa, że problemy po pewnym czasie znikają z mediów, ale nie z rzeczywistości.

Niektórych mostów nie ma całkiem. Tym poniżej miałem przedostać się na drugą stronę Białej. To alternatywa dla drogi krajowej.

Na szczęście okazało się, że zaraz obok jest bród i woda w najgłębszym miejscu do połowy łydek.

W Głuchołazach przejścia graniczne są dwa: drogą krajową i drogą żelazną. Ścieżka rowerowa, nie wiedzieć czemu, korzysta z tej drugiej 🤔

Ciekawszy odcinek po stronie czeskiej. Strome zbocze i karkołomna ścieżka. Jak zwykle zdjęcie trochę spłaszcza jej nachylenie.

Tu już dzisiejszy cel – miejscowość Jeseník. Niegdyś największe miasto Księstwa Nyskiego, choć nigdy nie uzyskała praw do wybudowania murów miejskich. Na zdjęciu poniżej: pojęcia nie mam pojęcia dlaczego, ale ten ładny skądinąd domek, to Dom Kata.

A tu Twierdza Wodna. Początkowo w rękach szlacheckich, w XVI w. stała się własnością biskupów wrocławskich i aż do końca II WŚ należała do archidiecezji wrocławskiej. Co ciekawe, była bezskutecznie oblegana przez Szwedów. Obecnie Muzeum Historii Ziemi Jesenickiej.

I na koniec moja kolacja. W bufecie nie było już nic, prócz jakiegoś „utopenca”. Wziąłem razem z piwem. Utopenec okazał się być podejrzanej jakości, dziwną kiełbasą utopioną w octowej zalewie… No trudno… Jak to mówią, podobno wszystkiego trzeba spróbować…

Tagi:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *