Ślad GPX:
Poranek w Kroměřížu 🙂 Jest pięknie…

Śniadanko

A po śniadaniu w miasto, które wczoraj mi tylko mignęło przed oczami, bo chciałem za widoku odszukać miejce noclegu.





Na wyjeździe z Kroměříža trafiło mi się lotnisko. Brama zamknięta, napis, że zakaz wstępu, ale teren lotniska odgrodzony jedynie parkanem, w którym zdarzały się tu i ówdzie dziury. Pomyślałem, że wjadę na przysłowiowego „głupa”, udając w razie czego, że nic nie rozumiem i nie wiem, skąd się tu wziąłem. Obok zabudowań napotkałem starszego pana. Przywitałem się i zapytałem, czy mogę zrobić sobie zdjęcie z zaparkowanym obok AN-2. Pan spojrzał na powiewającą z tyłu roweru flagę. Uśmiechnął się. „Latasz?” – zapytał. „Ja latam tym” – odpowiedziałem pokazując rower. „Możesz wejść dalej i się rozejrzeć, ale bez roweru”. No super! 😃 Poniżej AN-2, znany u nas jako „Kukuruźnik” lub po prostu „Antek”, od nazwiska projektanta Antonova. Samolot, który ma swoich kilka NAJ-ów: jest największym jednosilnikowym dwupłatowcem na świecie, podobno nie występuje w nim zjawisko przeciągnięcia po zbyt dużym wytraceniu prędkości, dzięki bardzo małej prędkości minimalnej, gdy leci pod wiatr wiejący z większą prędkością, może zawisnąć w miejscu lub nawet zacząć lecieć do tyłu (czasami wykorzystywano tę zdolność na pokazach lotniczych), ma bardzo krótki start i lądowanie – wystarcza mu już ok. 200m, jest jednym z najdłużej produkowanych seryjnie samolotów, jest podobno „idioto-odporny”, a dzięki dużej sile nośnej dwóch płatów i możliwości szybowania bez silników również po prostu bezpieczny w razie awarii. Niżej Pszczółka Maja w wersji mechanicznej.


Prez cały dzień jechałem blisko Moravy.

Wiele razy przejeżdżając nad dopływami lub zmieniając brzeg samej Moravy.

Mój zielony rumak w swoim żywiole.

I w cyklu „z kamerą wśród zwierząt” 😅

Hm.

A widzieliście kiedyś przy drodze automat z kiełbasą i konserwami? Może nie ma ich tu nardzo dużo, ale widziałem już kilka razy. Przy większych campingach można w automacie kupić nawet steki i żeberka gotowe do ugrillowania.

Ratusz w Napajedla.

Bardzo często, nie tylko przed wejściem do budynku urzędu (jak poniżej), ale też przed wejściami do zwykłych domów i kamienic, na ścianach i w narożach, można spotkać kamienne figury, płaskorzeźby, sgraffita, malunki. Przedstawiają żniwiarzy, matki z dziećmi (jak to w socrealu), herby, figury świętych i patronów (w nieco starszych budynkach), sceny rodzajowe. Cel? Kiedyś, zanim cesarzowa Maria Teresa wprowadziła obowiązek numerowania budynków (wiadomo, austriacki pragmatyzm), popularne były tzw. „domovní znamení”, czyli sygnatury na budynkach zamiast adresów. Czasem chodziło o oddanie budynku pod opiekę patrona, a w socrealu o propagandę, ale warto zwrócić uwagę na tę małą architekturę. Jest jej tu dużo więcej niż w Polsce i poyrafi być naprawdę ładna. Na zdjęciu również Napajedla.

Zapora spiętrzająca Moravę. Dzięki niej na długim odcinku możliwa jest żegluga. Po drugiej stronie Morava jest już całkiem płytka, ale zaczyna się z kolei równolegle biegnący, wąski kanał żeglugowy.

Tymczasem w sklepie z pościelą w Uherském Hradišti…

Chyba to był rynek…

A kawałek za znowuż samoloty. Tym razem w skansenie lotniczym. Na obu zdjęciach poniżej TU-154M. Dokładnie taki sam, jak ten, który roztrzaskał się pod Smoleńskiem, tylko tu w barwach czeskich.


Chyba jakiś stary cywilny liniowiec…

Stary śmigłowiec.

No proszę, nawet Czech Air Force

Zachód słońca tuż przed przyjazdem na camping.

Nocleg czekał na mnie w Ostrožská Nová Ves na Kemp Štěrk. Bardzo przyjemne miejsce, chociaż kiedy się już rozbiłem, okazało się, że obok ktoś strasznie chrapie. A zająłem naprawdę super miejscówkę, z cieniem, pod rozłożystym drzewem. No ale nic, ważniejszą rzeczą jest się wyspać. Po dłuższej bitwie z myślami podjąłem decyzję o przenosinach w inne miejsce. Straciłem cień, który w godzinach porannych jest bezcenny, a zyskałem… stereo w postaci chrapania z dwóch stron… Ech.
Dodaj komentarz